Zarówno dla piszącego, jak i czytającego, wszystko zaczyna się od biblioteki. To mit założycielski naszej wyobraźni. Nasze księgozbiory, pisze Alberto Manguel w “Pożegnaniu z biblioteką”, są “rodzajem wielowarstwowej autobiografii, a dany tom zakotwiczony jest w czasie, kiedy czytałem go po raz pierwszy.” Każda lektura zdaje się być amalgamatem zatartych wspomnień i wielkich oczekiwań, jakie niosła ze sobą okładka, pierwsza strona, tytuł czy nazwisko autora. Wzięliśmy niegdyś do ręki książkę, być może ją nawet przeczytaliśmy, lub tylko odłożyliśmy na półkę na lepszy moment, a dziś oto stoi przed nami w całej okazałości zapomnienia. Ileż trzeba włożyć wysiłku, aby przypomnieć sobie, gdzie ją kupiliśmy, lub od kogo ją pożyczyliśmy na wieczne nieoddanie. Zazwyczaj pamięć funkcjonuje bez zarzutu i jesteśmy w stanie ją namierzyć w czasie i przestrzeni. Niekiedy jednak gubimy się w labiryncie przeszłości, tworząc naprędce narracje, które mają nam wyjaśnić zagadkowe pochodzenie tego czy innego tomu. Sprawy mają się jeszcze gorzej, gdy zapragniemy ponownie przeczytać książkę, która niegdyś zrobiła na nas ponadprzeciętne wrażenie. W trakcie ponownej lektury uzmysławiamy sobie, że nie może być prawdą stwierdzenie, że nasz umysł już ją kiedyś wchłonął, słowo po słowie. Nic nie pamiętamy z tamtych chwil. Teraz każde zdanie ma posmak nowości. Niemniej żyjemy w przeświadczeniu, że przeczytana wiele lat temu książka, mimo że niewiele z niej pamiętamy, w jakiś niewysłowiony sposób nas ukształtowała. Bez niej bylibyśmy zapewne kimś innym.
Źródło cytatu: Pożegnanie z biblioteką. Elegia z dziesięciorgiem napomknień, Alberto Manguel, Wydawnictwo Drzazgi, 2022, przełożył Michał Tabaczyński

Dodaj komentarz