Gdy po raz pierwszy stykamy się z dziełem literackim, którego autora nie kojarzymy, lub który po prostu właśnie debiutuje, jego imię i nazwisko bierzemy na wiarę. Na tym etapie nie jesteśmy w stanie rozpoznać prawdy lub fałszu. Nie wiemy, czy to prawdziwe nazwisko czy zakamuflowany pseudonim literacki.
Zresztą takich przypadków w historii literatury było co nie miara. Fernando Pessoa publikował nie tylko pod swoim nazwiskiem, a także pod wieloma pseudonimami, a w zasadzie heteronimami – badacze literatury naliczyli ich aż 78! Podobnie Søren Kierkegaard – publikujący jako Johannes the Seducer, Frater Taciturnus, Hilarius Bookbinder, Johannes de Silentio i Constantin Constantius, lub Romain Gary – publikujący jako Émile Ajar, Fosco Sinibaldi czy Shatan Bogat, albo Antoine Volodine – publikujący jako Elli Kronauer, Manuela Draeger i Lutz Bassman. I wielu, wielu innych.
Zastosowanie pseudonimu jest jednoznaczne z zaproszeniem czytelnika do gry. Jakiej gry? Na jakich zasadach? Pewną wskazówkę w tej materii proponuje nam Roger Callois w książce “Gry i ludzie”:
“Każda gra jest systemem reguł. One określają, co należy, a co nie należy do gry, czyli to, co dozwolone, i to, co zabronione. Ustalenia są arbitralne, bezwzględnie obowiązujące i nieodwołalne. Nie można ich naruszać pod żadnym pretekstem, gdyż naruszenie grozi, że gra natychmiast się zakończy i tym samym zostanie zniszczona. A nic tak nie utrzymuje reguł w mocy, jak chęć grania, czyli wola poszanowania gry. Trzeba przyjąć reguły gry albo nie grać wcale.”
Pseudonim jest więc rzutem kostką ze strony autora, ja tylko posuwam się o wskazaną liczbę pól na wymyślonej przez niego planszy. Podejmuję wyzwanie, a on tylko kontroluje, czy zachowuję się zgodnie z regułami gry. Jego gry, której zasad mogę się tylko domyślać.
Źródło cytatu: Gry i ludzie, Roger Callois, VOLUMEN, 1997, str. 7

Dodaj komentarz