Wykonując jakąś czynność dostatecznie długo, mimowolnie stajemy się mistrzami w tym wąskim zakresie. Jedną z takich czynności jest czytanie książek.
Im więcej czytamy, tym łatwiej jest nam poruszać się wśród jakże odmiennych tekstów, stylów i gatunków. Im więcej chłoniemy tekstów różnej proweniencji, tym większy podziw wzbudzają w nas lektury wyjątkowe, odstające od reszty.
Wygląda to zazwyczaj tak: bierzemy do ręki kolejną książkę, czytamy parę stronic, odkładamy ją zawiedzeni. Sięgamy po kolejną, znowu rozczarowanie, choć tych sto dwadzieścia stron i tak głęboko zapadnie nam w pamięć. Nie mogąc pohamować naszych instynktów, łudzimy się, że tym razem trafimy na opowieść, która czeka tuż za rogiem, w progach kolejnej księgarni czy antykwariatu. Obkupujemy się dziesiątkami tytułów, po powrocie do domu rozmyślamy, czy na pewno kupiliśmy rzeczy wartościowe, czy nie były to jedynie błyskotki, które zachwyciły nas obietnicą wielkiej narracji.
Wtedy uzmysławiamy sobie, w akcie niespodziewanego objawienia, że nie potrzebujemy żadnej nowej książki. Pragniemy jedynie wrócić do tej, którą czytaliśmy dawno temu, w naszym pradawnym życiu. Nie pamiętamy nawet tytułu, jedynie mglisty zarys fabuły. Pragniemy ponownie przeczytać to, co sprawiło, że jesteśmy tym, kim jesteśmy. Pragniemy upewnić się, czy wybraliśmy wówczas właściwą książkę.

Dodaj komentarz