Niektóre słowa jeszcze długo w nas wybrzmiewają. “Literatura piękna umiera”, pisze Piotr Millati. Nie mogę się od nich uwolnić. Z jednej strony jakże trafna diagnoza współczesnego świata, z drugiej strony człowiek nie chce się z tym pogodzić. “Literatura przestała być lustrem, w którym ludzkość odnajduje odbicie swej twarzy”, kontynuuje autor “Tratwy Meduzy”. Jeśli tylko należymy do grona czytelników, którzy w literaturze pięknej wciąż poszukują, i niejednokrotnie odnajdują, tego nieuchwytnego piękna, musi budzić się w nas niezgoda na twierdzenia prezentowane przez Millatiego. Istnieją jeszcze zastępy czytelników, mówimy, dla których świat nie przestał być “szyfrem, którego kod pragniemy złamać, aby odczytać adresowane do nas przesłanie”. Millati pisze, że rozpada się galaktyka Gutenberga, że “skomplikowany, nasycony symboliką, aluzyjny i skrzący się od dwuznaczności oraz ironii język, jakim posługuje się prawdziwie wielka literatura, stanie się dla przyszłych pokoleń barierą nie do przekroczenia”. Pewnie tak, aczkolwiek nowe czasy niosą ze sobą obietnicę nowego języka, nowej wrażliwości, która dla nas, pokolenia wychowanego na dziełach Kafki, Borgesa, Hrabala czy Becketta, też może okazać się niedostępna na wielu poziomach. Niemniej stwierdzenie, że literatura piękna umiera niesie ze sobą smutek i żal, że oto pewien rodzaj literatury, tej subtelniejszej i o innej wrażliwości, coraz szybciej ulega marginalizacji, i w konsekwencji, zapomnieniu.
Źródła cytatów: Tratwa Meduzy. Szkice o literaturze, Piotr Millati, słowo/obraz terytoria, str. 5-6

Dodaj komentarz