Lubię dopatrywać się wspólnej płaszczyzny między książkami. Lubię, gdy książki ze sobą rozmawiają, gdy zawarte w nich teksty uzupełniają się, tworząc nową przestrzeń semantyczną.
W jednym z wywiadów Adam Zagajewski mówi:
“Ja uważam, że trzeba mieć coś do powiedzenia, tylko nigdy się nie wie, co to jest. Największą rzeczą w pisaniu jest właśnie to: mam coś do powiedzenia, ale niestety nie wiem, co to jest i cały czas próbuję. […] To, co jest do powiedzenia, bierze się na napięcia między tym, że chce się coś powiedzieć a tym, że absolutnie nie jest się pewnym, co to jest”.
Uzmysłowiłem sobie, że jest to w pewnym sensie daleki komentarz do tekstu Susan Sontag z 1964 roku. W eseju “Przeciw interpretacji” pisała tak:
“Skutkiem zbyt mocnego podkreślania roli treści jest nieustanne, nigdy nieukończone przedsięwzięcie i n t e r p r e t a c j i. I vice versa – nawyk obcowania z utworem po to, by go z i n t e r p r e t o w a ć, podtrzymuje iluzję, że rzeczywiście istnieje coś takiego jak treść dzieła sztuki.”
Innymi słowy, pisarz nie wie, co pisze, a czytelnik nie wie, co pisarz miał na myśli, mimo to obaj stają się artystami poprzez literaturę: ten pierwszy jako twórca mimo wszystko, ten drugi jako interpretator za wszelką cenę.
.
.
Źródło cytatów:
Przeciw interpretacji i inne eseje, Susan Sontag, Karakter, 2023, str. 12-13, przekład Dariusz Żukowski
Rozmowa była możliwa. Wywiady z pisarzami, Jerzy Borowczyk, Michał Larek, Stowarzyszenie Czas Kultury, 2008, str. 200

Dodaj komentarz