Istnieje tylko jeden sposób na zwiększenie poziomu czytelnictwa: sprawienie, aby ludzie, sami od siebie, nieprzymuszeni, zapragnęli czytać. Nie jest to łatwe, bowiem szkoła, poprzez lektury obowiązkowe, często pisane językiem archaicznym, skutecznie zniechęca uczniów do czytania w wieku dojrzałym. Także najbliższe otoczenie nie ułatwia zadania, jeśli w rodzinie nie ma choć jednego miłośnika książek. Co więc należałoby robić? Czytać dzieciom bajki, a potem zachęcać je do samodzielnego czytania. Wręczać znajomym prezenty pod postacią książek, które naszym zdaniem powinny ich zainteresować. Opowiadać innym o dopiero co przeczytanych tytułach. To ciężka, oddolna praca, jaką musiałoby wykonywać krok po kroku całe społeczeństwo. Zdaję sobie sprawę, że to utopia, że ludzie coraz rzadziej szukają w książkach odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Być może boją się, unikają trudnych konfrontacji. Czytanie wymaga też czasu, a żyjemy w epoce nieustannego, niepohamowanego pośpiechu. Wygrywa cywilizacja, której wynalazki mają nam ułatwiać życie, upraszczać je, jednocześnie która wymaga coraz mniej myślenia, zastanowienia nad istnieniem. Literatura jest zatem na przeciwległym biegunie, bo wymaga wysiłku, zwielokrotnienia naszej tożsamości, wykroczenia poza naszą zautomatyzowaną codzienność. Wielki ekran telewizora zastąpił regały z książkami, a czytanie staje się aktem odwagi, wyrazem buntu przeciw cywilizacji.
.
.
.
.
.
W nawiązaniu do : Historia czytania, Alberto Manguel, PIW, 2023

Dodaj komentarz