Zaciekawieni okładką, bierzemy w księgarni jedną z książek do ręki. Czytamy pierwsze zdanie i nieuchronnie wdajemy się w beznadziejny dialog z naszą prywatną pamięcią literacką. Zaczyna się błyskawiczne porównywanie z wszystkimi książkami, jakie kiedykolwiek przeczytaliśmy. Wydawać by się mogło, że nic z tamtych książek już nie pamiętamy, ale tak nie jest. Nasza podświadomość jest uformowana z tych wszystkich słów, jakie poprzez filtr naszych zmysłów wtargnęły do naszego umysłu. Cokolwiek robimy, cokolwiek myślimy, czerpiemy garściami z tych semantycznych zasobów. Czytam więc pierwsze zdania wybranej książki i już wiem, czy chcę ją kupić, czy chcę ją przeczytać w całości. Pierwsze wrażenie zadecydowało? Raczej nie. Bowiem w takich sytuacjach zadajemy sobie intuicyjnie tylko jedno pytanie: czy to jest dla nas znajome? Nic innego się nie liczy. Kupujemy książki, które są podobne do tych, które już czytaliśmy. Podobają się nam piosenki, które mają sobie w sobie coś z wielkich przebojów. Lubimy życie, które jest przewidywalne i niczym nie zaskakuje. Jednakże, jak zwraca uwagę Ryszard Koziołek w “Dobrze się myśli literaturą”, to właśnie “literatura nauczyła nas pragnąć czegoś innego, wychodzić poza krąg codziennych przyzwyczajeń”. Nie można przeto odmówić książkom zabarwienia emancypacyjnego. Historycznie rzecz ujmując, ten, kto umiał czytać i pisać zarazem, należał najpierw do elity, a potem stawał się pełnoprawnym obywatelem. Poprzez książki można było doświadczyć na własnej skórze innego życia, wyzwolić się na moment choćby z okowów codzienności.
Źródło cytatu: Dobrze się myśli literaturą, Ryszard Koziołek, Czarne, 2022, str. 8

Dodaj komentarz