Jeśli prawdą jest, że każdy język to inna, unikalna i nieprzetłumaczalna w wielu kontekstach rzeczywistość, to w takim razie Francuz, Polak czy Australijczyk zupełnie inaczej będą odczytywać prace filozofów i myślicieli. Nawet jeśli tłumaczenia prac Wittgensteina, Nietzschego czy Levinasa są niemal kongenialne, coś na pewno zostało utracone między słowami, a może i całe koncepcje są wypaczone. Teraz wyobraźmy sobie kolejne pokolenia filozofów, którzy prace wielkich myślicieli poznali za sprawą właśnie tłumaczeń. Wyobraźmy sobie także języki plemienne, rdzenne, które podlegają innym zasadom gramatycznym, nie istnieją w nich pewne pojęcia, lub istnieją takie, które nie występują w językach Zachodu czy Wschodu, a taki Wittgenstein jest tam niezwykle popularny, bo, jak się okazało, został opacznie przetłumaczony i wydźwięk jego prac jest zupełnie inny niż w oryginale. Pisząc o takim hipotetycznym scenariuszu, naszła mnie odległa reminiscencja: jestem niemal pewien, że gdzieś czytałem o podobnej sytuacji, może u Kapuścińskiego, choć chodziło zapewne o pisarza, nie o filozofa.

Dodaj komentarz