Ostatnimi czasy nie jestem w stanie odnosić się do poszczególnych tytułów, bo wszystkie one – te w zasięgu ręki, te przeczytane i nawet te już zapomniane – sprawiają wrażenie precyzyjnie dobranych elementów, trybików w maszynie służącej do pozyskiwania olśnienia i natchnienia. Jakby każda z książek powstała wyłącznie po to, aby stać się częścią większej całości. Jakby zadaniem czytelnika byłoby poskładać wyczytane fragmenty we własną opowieść, jedyną w swoim rodzaju, mimo że skleconą z powszechnie dostępnych skrawków zapożyczonych tekstów. Zerkam na biblioteczkę i widzę setki książek, które są tylko następującymi po sobie rozdziałami; spisem treści jest moje życie.

Dodaj komentarz