Zostają tylko wrażenia. Po seansie, po lekturze, po koncercie. Zostają tylko wspomnienia, refleksje, skrawki, cytaty. Im więcej czasu mija od kontaktu z dziełem czy arcydziełem, tym mniej pamiętamy szczegółów, fikcja staje się jeszcze bardziej fikcyjna, fabuła rozmywa się. Zostają tylko emocje, jakieś pojedyncze fragmenty, sceny, melodie. Albowiem w sztuce chodzi przecież o doświadczanie, o przeżywanie, o katharsis. A ono może objawiać się wielorako: jako zatajona pamięć, jako odległa reminiscencja, a nawet jako niepamięć. Kilka czy kilkanaście lat po lekturze książki, która wówczas nam się podobała, zazwyczaj nic z niej nie zostaje poza okładką. Powyrywane przez czas kartki trzeba na nowo skleić, na nowo poukładać je zgodnie z numeracją. A na koniec i tak zostaną tylko wrażenia. Możemy zapomnieć autora, tytuł, treść, narrację, ale wrażeń wywołanych lekturą – nigdy.

Dodaj komentarz