Czytam, a w tle słychać muzykę. Znajduję się właśnie na barokowym dziedzińcu, kontratenor moduluje głos po niebiańsku, jak na maestro przystało, słońce zakrywa promieniami nie tylko pięciolinię. Wsłuchuję się w dalekie echo muzyki dawnej, łapię chwile zgodnie z łacińską maksymą. Czytam dalej, czytam nieustannie, w tle nie słychać już muzyki, wniknęła bowiem we mnie, czytającego, i zawładnęła moim świadomym umysłem. W podświadomości dostrzegam siebie, jak siedzę zaczytany w uwolnione nuty, a w tle słychać jedynie spokojny szelest odwracanych stronic.

Dodaj komentarz