Gdy spodoba mi się książka wypożyczona właśnie z biblioteki, sprawdzam, czy można ją jeszcze gdzieś kupić. Jeśli tak, to po paru dniach mam już ją na własność i zaczynam właściwe czytanie: zakreślam, podkreślam, na marginesach dopisuję słowa-klucze, oznaczam stronice kolorowymi karteczkami, wyłuskuję nieziemskiej urody idee i pozwalam im wniknąć we mnie. Wówczas książka zyskuje drugie życie, przemienia się w niezależne dzieło sztuki nowoczesnej i jako takie mogłoby zapewne trafić na licytację w galerii sztuki. Nie wątpię, że znalazłby się choć jeden pasjonat takiej formy wypowiedzi artystycznej. Natomiast tę pierwotną książkę, od której zaczęła się ta cała historia, odnoszę posłusznie do biblioteki, oddaję ją nietkniętą, w nienaruszonym stanie, a pani bibliotekarka pewnie myśli, że nawet jej nie przejrzałem, nie dałem jej szansy, bo świeci nowością jak u zarania wszechświata, gdy formowały się pierwsze galaktyki.

Dodaj komentarz