Staram się unikać szafowania skrajnymi ocenami wobec jednostkowego dzieła literackiego. Mam świadomość, że nigdy nie jest ono idealne, nigdy w pełni nie zaspokoi moich gustów, ale też nigdy nie będzie tak złe, by nie odnaleźć w nim choćby paru genialnych zdań. Bywa przecież, że doskonała książka jest napisana przeciętnie, językiem topornym, nieliterackim; bywa też, że wycyzelowana, finezyjna, dopieszczona językowo pozycja okazuje się wydmuszką.
Ponadto wydźwięk lektury, to, co zostaje nam na literackim podniebieniu, ten posmak prawdy zagęszczonej objawieniami, zależny jest od naszego nastroju. Dzisiaj jesteśmy nieco inni niż wczoraj, nasze preferencje ulegają minimalnym modulacjom, w efekcie ta sama książka może okazać się dla nas zarówno odkryciem, gdy przeczytamy ją w piątek, jak i nieporozumieniem czy porażką, gdy przeczytamy ją w sobotę.
Prawdę mówiąc, nigdy nie wiemy, czy książka nam się podoba czy nie, bowiem wracając myślami do jej lektury sprzed paru dni czy tygodni a nawet miesięcy, nachodzą nas sprzeczne uczucia; raz jesteśmy na tak, raz na nie. Dlatego też z zasady nie polecam książek, które dziś wydają mi się arcydziełem, bo nie jestem pewien, czy jutro nie zmienię zdania.

Dodaj komentarz