Ostatnio w kawiarni podsłuchałem taką rozmowę:
(on) – “Czarodziejska góra” to najlepsza powieść, jaką czytałem.
(ona) – Też cenię, ale brakuje mi współczesnej wersji tej opowieści, rozgrywającej się gdzieś wysoko w górach, w ekskluzywnym hotelu, trochę w stylu Grand Budapest Hotel, gdzie spotykają się luminarze branży AI, by wytyczyć nowe ścieżki działania.
(on) – Ale po co przepisywać klasyka, nie lepiej wymyślić coś nowego, od zera?
(ona) – O Mannie niewielu słyszało, popytaj dwudziestolatków, więc taki remake byłby wskazany, temat nośny, ponadczasowy. Tylko nie chodzi mi o klimat, jaki stworzyła Tokarczuk w “Empuzjonie”, bardziej o współczesność ze starym motywem, no i żeby to było dobrze napisane, najlepiej w stylu Bator, Knausgarda albo Mohameda Sarra, bo fraza Manna dziś już archaiczna, ciężko się to czyta.
(on) – Nie za dużo wymagasz?
(ona) – Puszczam wodze wyobraźni, zresztą może ktoś to już napisał, tylko po rumuńsku albo fińsku, a jeśli nie jest to wybitne, to na tłumaczenie raczej się i tak nie doczekamy.

Dodaj komentarz