21. Tworzyć sobie życia

21. Tworzyć sobie życia

Nie tylko literatura umożliwia nam zwielokrotnianie życia. Prawdą jest, że w czasie lektury przeistaczamy się często w bohatera, którego losy śledzimy. Prawdą jest też to, że proces czytania zaburza naszą rzeczywistość, zatrzymując bieg normalnego, mierzalnego czasu, i dając możliwość doświadczania życia, które jest niemożliwe bądź nieprawdopodobne z definicji. Roger Pol-Droit  w 101 zabawach filozoficznych proponuje jednak jeszcze inne źródło tegoż zwielokrotniania. Zacznijmy udawać kogoś innego, mówi nam, “twórzmy sobie życia”, używając w miejscach publicznych – rzecz oczywista tam, gdzie nas nie znają – innych, wymyślonych na poczekaniu tożsamości, innych nazwisk, opowiadając, w razie potrzeby, spreparowane naprędce epizody z własnego, nieistniejącego życia. Niestety, mimo atrakcyjności takiego eksperymentu, stosowanie go w dzisiejszych czasach może skończyć się nieciekawie. W rzeczy samej, podszywanie się pod kogoś innego podchodzi pewnie nawet pod jakiś paragraf, chyba że osoba stosująca się do maksymy Pol-Droita czyni to z gracją i z zachowaniem należytych reguł gry. Nagroda, jaka czeka na takiego adepta, jest warta jednakże niejednej świeczki. “Powinieneś w tym ćwiczeniu dojść do punktu, w którym przestaniesz odróżniać swoją prawdę od swojej fikcji.” – pisze Pol-Droit. “Czy raczej […] do punktu, w którym bez wysiłku czy nagłego ataku szaleństwa uświadomisz sobie, że to, co przyzwyczaiłeś się uważać za swoje prawdziwe życie, jest jedną z wielu fikcji”. 

Jesteśmy opowiadaczami. Nieustannie opowiadamy o świecie, o sobie, budując przez to narracje, które wyjaśniają nam świat, uspokajają nas, dają nam poczucie bezpieczeństwa. Przy czym część z tych narracji, przypomina nam Pol-Droit, to racjonalizacje, które płynnie przechodzą w fikcyjność. Najlepszym na to dowodem zdaje się być nasza pamięć, jedna z ostoi naszego człowieczeństwa. Pamięć, która działa na zasadzie sięgania do zdarzeń z przeszłości i budowania każdorazowo nieco innej narracji. To dlatego dwie osoby wspominające wspólne chwile sprzed lat każdorazowo będą różnić się w drobnych, a czasem większych szczegółach. Z kolei to, kim jesteśmy i jakie mamy aspiracje czy motywacje, wynika przecież z zapożyczonych narracji z dzieciństwa, szkoły, rodziny, którymi tak przesiąknęliśmy, że teraz wierzymy, że są wytworem naszego racjonalnego umysłu.

Skoro poprzez nieustanne opowieści nadajemy sens wszystkim zdarzeniom z naszego życia, jesteśmy tedy wytworem naszej wyobraźni, a nasza codzienność podchodzi pod definicję fikcji, powiada nam autor. Jeśliby jednak zwielokrotnić naszą tożsamość, obawiam się, moglibyśmy się zagubić, nie umiejąc po czasie powrócić do tej prawdziwej, pierwotnej. Na marginesie aż prosi się wspomnieć o portugalskim poecie i prozaiku, Fernando Pessoa, który do dziś pozostaje niedoścignionym wzorem, jak owo zwielokrotnianie osobowości można doprowadzić do perfekcji, i to w oficjalnym obiegu literackim. Nie wszystkim bowiem wiadomo, że Pessoa wydawał swoje prace pod ponad siedemdziesięcioma pseudonimami, a ściślej mówiąc heteronimami, na dodatek prowadząc między nimi oficjalne spory i polemiki. Mistrz!

Źródło cytatu: 101 zabaw filozoficznych. Doświadczanie codzienności, Roger-Pol Droit, GWP, 2004, str. 66

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *