Przytrafiła mi się rzecz niesłychana: pozyskałem pierwszych czytelników, zanim zostałem pełnoprawnym pisarzem. Nie ukrywam, że mam taką tęsknotę, taką predylekcję do pisania jako jedynego sposobu mierzenia się z rzeczywistością, jakkolwiek zwać tę perfidną, mityczną bestię, która zrzuca kolejne warstwy pozorów i trwa dalej, jakby nigdy nic. Pytanie brzmi zatem, czy pisarza poznaje się po jego opublikowanych pracach, czy pisarzem się po prostu jest, czy można się poczuwać do bycia pisarzem, poczuwać się do bycia jednym z tych, których samemu uważa się za autorytety, jednym z tych, którzy znaleźli w sobie wystarczająco dużo determinacji, by wirujące tornada myśli pochwycić w pisarską dłoń i przemienić je w wielkie słowa, co mówią same za siebie, a w sprzyjających okolicznościach, także za innych. Czas pokaże, czy mogę uzurpować sobie prawo do bycia tym, który nieustannie siebie wyobraża, a w jednej z takich fantasmagorycznych wersji staje się pisarzem.

Dodaj komentarz