296. Przemiana

296. Przemiana

Cisza o poranku. Wpatruję się w to, co za oknem: w jezioro, w mgłę lub w cokolwiek, co udało się przemycić ze snu. Myśli dzienne dopiero zaczynają się formować. Trwa rozjaśnianie rozumu.

Nie wiedząc, jak spędzę najbliższe minuty, decyduję się na otwarcie książki lub czasopisma, bez znaczenia, bo wszędzie jednakowy, uporządkowany tekst.

Wówczas tracę rozum. Oczy widzą jedno, a neurony szaleją, delegując sobie wzajemnie najtrudniejsze zadania: wniknąć w słowa, wyciągnąć z nich esencję, zachwycić się nimi, skojarzyć z wczorajszymi doznaniami. Z zewnątrz jestem taki sam, wewnątrz nie do poznania. Nagle wydaje mi się, że rozumiem wszystko, co czytam, nagle zapadam się w manię wielkości. 

Odsuwam tekst poza linię wzroku. Wraca cisza o poranku. Ale to już inny poranek, naznaczony lekturą, wymyślony na nowo dzięki tytanicznej pracy umysłu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *