W jakim punkcie literackiej czasoprzestrzeni opowiadanie przechodzi w nowelę, nowela w minipowieść, a minipowieść w powieść? Tak naprawdę nie powinno to mieć żadnego znaczenia, i najczęściej nie ma, ale tylko dla czytelnika. Dla tych bowiem, co zbytnio literaturę analizują, ma to znaczenie fundamentalne, i mogą o to kopie kruszyć w nieskończoność, czyli dokładnie tyle, ile trwa przeciętna debata krytycznoliteracka.
Powinien liczyć się sam tekst, bez całej tej otoczki literaturoznawczej, i najczęściej się liczy, bo czytelnik zazwyczaj nie jest świadom tych wszystkich teorii i analiz związanych z tekstem, który właśnie czyta. Piszę to jednak z perspektywy człowieka, którego zaczyna uwierać zbyt wielki bagaż interpretacyjny; dlatego niekiedy tęsknię za tekstem istniejącym w pustce, którą należy wypełnić podczas lektury tym, co mamy na podorędziu: ciekawością świata fikcyjnego, prywatną kolekcją skojarzeń i tą hodowaną latami intuicją, która podpowiada nam, czy warto czytać kolejną stronę.

Dodaj komentarz