129. Ogłupianie czytelnika

129. Ogłupianie czytelnika

Trendy wydawnicze niekiedy wręcz ogłupiają przeciętnego czytelnika. Począwszy od manipulacji związanej z niektórymi listami bestsellerów, jak choćby tej najbardziej znanej – New York Timesa, poprzez sztuczne kreowanie popytu na marną literaturę, a skończywszy na instytucji ghostwritera. Celowo używam słowa instytucja, bowiem obecnie to już wielki biznes. Ghostwriterzy piszą w imieniu polityków, sportowców i wszelkiej maści celebrytów, i w zasadzie nikomu to nie przeszkadza. Skoro książka jest dobrze napisana, niby dlaczego czytelnik miałby wątpić, że Andre Agassi, Hillary Clinton, Gwyneth Paltrow czy inna gwiazda nie potrafią samodzielnie stworzyć pasjonującej autobiografii. Mam nadzieję, że takich czytelników jest sporo, choć ich głos i tak nie ma znaczenia. Karty zostały rozdane, książka ma się dobrze sprzedać, więc wydawca musi zatrudnić ghostwritera. Zdarza się, że jego czy jej nazwisko zostanie wymienione jako współautor czy współautorka, ale obawiam się, że wielu czytelników nawet tego nie zauważy. Najczęściej jednak autobiografia znanej persony sprawia wrażenie napisanej samodzielnie, przynajmniej z zewnątrz, bowiem po przejrzeniu paru stron dociekliwy czytelnik może się zdziwić, że to jest tak dobrze napisane, jaka elokwencja, jakie poczucie humoru. Pojawić się może także pytanie innego rodzaju: ile w tym prawdy? Być może niewiele, co sugeruje wprost Richard Flanagan w “Pierwszej osobie”, książce opowiadającej o losach pewnego ghostwritera:

Jeśli brakowało mu faktów, nadrabiał je  nienachalną pewnością siebie, a jeśli brakowało mu pewności, nadrabiał ją faktami, choćby w większości zmyślonymi, wyglądającymi jednak na tym bardziej prawdopodobne, że rzucał nimi swobodnie, przyjmując nieoczekiwany punkt widzenia.

Źródło cytatu: Pierwsza osoba, Richard Flanagan, Wydawnictwo Literackie, 2019, s. 12, przekład Maciej Świerkocki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *