Niektórych książek nie sposób czytać od deski do deski za jednym podejściem. Powodów może być wiele: albo autor wchodzi w dygresje filozoficzne, albo pisze zbyt gęsto, zbyt metaforycznie, zbyt abstrakcyjnie, albo mamy do czynienia z tekstem, w którym można zanurzać się w dowolnej chwili, bez poczucia utraty czegokolwiek. Do tego typu literatury zaliczam “Legendę żeglujących gór” Paolo Rumiza. Od czasu do czasu otwieram ją na chybił trafił, doznając olśnienia w każdym kolejnym fragmencie. Wczoraj wybrałem się z autorem szwajcarską kolejką wysokogórską. Przez cztery strony podróżowałem w takt jego słów, które snuły się leniwie przez Samedan, Pontresino, a potem Poschiavo. To tam “pociągi nie przyjeżdżają i nie odjeżdżają zwyczajnie. Lądują i wzbijają się w powietrze, tak duża jest pochyłość między stacją a wznoszącym się jedynym peronem. “ Z powodów powyższych książki tej nie zamierzam nigdy doczytać do końca. Niech służy nadal jako nieskończona biblioteka zawarta w jednym tomie.
Źródło cytatu: Legenda żeglujących gór, Paolo Rumiz, Czarne, 2016, str. 175

Dodaj komentarz