Jedną z największych wartości, jaką niesie ze sobą literatura, jest uświadomienie sobie, że istnieją inne myśli niż moje. Nie wynaleziono lepszego sposobu na eksplorowanie innych światów, innych umysłów, niż właśnie poprzez słowo pisane. Słowo mówione ma nieco odmienną funkcję, trudniej się skupić na głównym wątku przez dłuższy czas, a wszelkie okoliczności wokół samej mowy – miejsce jej wygłoszenia, tembr głosu mówiącego, melodyka lub jej brak, liczba słuchaczy – utrudniają jej wydźwięk. Tylko w wydrukowanych bądź ręcznie skreślonych słowach możemy zadumać się, możemy zapaść się, wnikając w tekst głębiej i głębiej.
Inne myśli niż nasze są rzecz jasna różnorodne, niespodziewane i zachwycające, ale ich urok polega głównie na tym, że nie bylibyśmy w stanie ich samodzielnie pomyśleć, nie bylibyśmy w stanie zapisać ich w ten sam sposób. Niekiedy nachodzą na siebie, myśli nasze i obce. Za młodu można je wyraźnie odgraniczyć, lecz gdy człowiek swoje przeżył, wpływy myśli obcych ulegają zatarciu: nie wiadomo już, która koncepcja, wedle której porządkuję swój świat i nadaję mu sens, jest zapożyczona, a która powstała w moim umyśle niezależnie, w separacji od miliardów innych istnień.
Widzę to tak: ucząc się z biegiem lat wchodzić w cudze myśli, głównie za pośrednictwem powieści, esejów, poezji i wszelkiej twórczości pisemnej, uczymy się nadawać własnym myślom formę unikalną, stanowiącą mieszankę wszystkich tekstów kiedykolwiek przez nas przeczytanych i idei kiedykolwiek przez nas pomyślanych.

Dodaj komentarz