382. Natchnienie, albo …

382. Natchnienie, albo …

Godzinami obmyślam kolejne zdania i nic. Aż nagle zjawiają się; jest ich tak dużo, że nie wiem, które zapisać natychmiast, a które odłożyć na później, czyli na nigdy: zdanie niezapisane ginie momentalnie w mrokach niepamięci.
 

Zapisując zdania, wraca mi wiara w siebie samego, że jeszcze coś potrafię, choćby te parę słów skreślonych jak numery na loterii. 

Zapisując zdania, czerpię pełnymi garściami z niewidzialnego tezaurusa, mitologicznego skarbca zawierającego całą wiedzę ludzkości. 

Zapisując zdania, dziwię się, że jest nas dwóch: jeden dyktuje, drugi zapisuje, to nie może być ta sama osoba: jeden jest twórcą, drugi odtwórcą; jeden pozbywa się słów, drugi je zbiera i tworzy z nich opowieści. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *