286. Literatura wielka

286. Literatura wielka

Przeraża mnie nie to, że jest tak wiele słabych tekstów, tylko to, że jest tak wiele tekstów znakomitych, ocierających się o arcydzieło. Biorę do ręki przypadkową książkę autora czy autorki, których albo znam, albo o nich tylko słyszałem, i zazwyczaj jest to wielka literatura. Trudno aż ogarnąć, ile takich tekstów nigdy do nas nie dotrze. Te, które czytamy lub czytaliśmy, to tylko mały wycinek ludzkiego geniuszu. Reszta pozostaje poza naszym zasięgiem. 

Wyobrażam sobie tych wszystkich, którzy właśnie piszą pierwszą lub kolejną książkę, jak cyzelują każde słowo, by mogło oddać to, co mają na myśli; jak drżą ich mięśnie twarzy, jak napinają szyję w ponadludzkim wysiłku, jak siedzą w pozycji oczekującego na natchnienie. Paru z nich dozna objawienia, pisząc później coś, czego nie spodziewali się po sobie.

Gdy dotrze do nich świadomość tego, co stało się ich udziałem, wstaną i podejdą do okna, żeby przejrzeć się w lustrzanym odbiciu odchodzącego dnia. Wyobrażam ich sobie jako członków plemiennej społeczności, którzy postanowili żyć z dala od siebie, jak anachoreci, jak idealni pustelnicy, i którzy komunikują się ze sobą poprzez swoją samotność.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *