Nie mogę pogodzić się z niektórymi ludzkimi ograniczeniami. Na przykład z tym, które polega na tym, że można czytać tylko jedną książkę w danym momencie. Mam obecnie rozpoczętych około trzydziestu książek, które doczytuję w zależności od nastroju. Wiem, na jakim etapie się zatrzymałem w każdej z nich, i szukam sprzyjających okoliczności, aby kontynuować lekturę. Tym sposobem czytam zdecydowanie więcej niż kiedyś, gdy czytałem linearnie, jedna cała książka za drugą. Tak było chociażby z “Białością” Jona Fossego, która mimo zaledwie trzydziestu siedmiu stron okazała się nie do przeczytania za jednym podejściem. Podobnie było ze “Stregą” Johanne Lykke Holm, “Stonerem” Johna Williamsa, “Najskrytszą pamięcią ludzi” Mohameda Sarra, „Kobietą osobną i miasto” Vivian Gornick czy “Ostatnim latem w mieście” Gianfranco Calligarichiego. Co ciekawe, taki zwyczaj niesie ze sobą dodatkową wartość: po czasie różne opowieści zlewają się w jedną, przez co po latach nabieram przekonania, że przeczytałem niegdyś książkę, która nigdy nie powstała i nigdy nie została wydana.

Dodaj komentarz