Bez czytania nie ma pisania. Najpierw czytelnik, potem pisarz. Przyznaję, nie da się inaczej. Jednakże jedna kwestia wymaga uściślenia. Pisanie zaczyna się wówczas, gdy czytelnik ma już dość czytania, wręcz zaczyna cierpieć z nadmiaru słów. Nikt nie wymyślił jeszcze lepszego sposobu na radzenie sobie z tą ekstremalną, jakże niebezpieczną dla zdrowia sytuacją. Pisanie jawi się więc jako wybawienie, uwolnienie. Pisać, by zrobić użytek ze słów, które zbyt obciążają pamięć i emocje. Zapisać je, by zaczęły funkcjonować poza naszym umysłem, w innej rzeczywistości, w innych umysłach, które najpierw skupiają się na czytaniu, a gdy miarka się przebierze, decydują się na kolejny, odważny krok – na pisanie.

Dodaj komentarz