Niektóre książki przywracają wiarę w człowieka. “Drobiazgi takie jak te” przywracają ponadto wiarę w literaturą: jeśli tylko dobrze się rozejrzeć, wśród nowości znajdziemy takie perełki jak ta. Mimo skromnej objętości, treść porusza do cna. Nie bez powodu tytuł był nominowany do Nagrody Bookera. “Drobiazgi takie jak te” przywracają też wiarę w nienaganne tłumaczenia – nienachalne, nieprzekombinowane, zarazem ze słowami i frazą tak trafnymi, że nawet nie trzeba sięgać do oryginału, by dać się oczarować. Bowiem dobremu tłumaczowi należy zaufać.
Oryginał co prawda zawsze wybrzmiewa mocniej, co dobitnie udowadnia John Fowles w “Kanałach czasoprzestrzeni”, pisząc: “Mogę przeczytać francuski tekst i być przekonany, że doskonale go zrozumiałem i w sensie semantycznym, i gramatycznym, lecz ponieważ nie urodziłem się Francuzem ani nie jestem dwujęzyczny, jego pełne zrozumienie na zawsze pozostaje poza moim zasięgiem.”
Dlatego rola tłumacza jest tak wielka. Spolszczyć tak, aby tekst czytało się naturalnie, bez zgrzytów, aby miało się poczucie obcowania z wielką literaturą napisaną w języku polskim. A to sztuka niebywale trudna, o czym niejeden z nas, czytelników, mógł się niejeden raz przekonać.
Cenię sobie w dwójnasób możliwość obcowania z wielką literaturą w doskonałych tłumaczeniach, gdyż pamiętam jeszcze lata 90. XX wieku i ten zalew nadrabianych naprędce tłumaczeń. Ileż wtedy można tam było znaleźć tłumaczonych dosłownie idiomów, ale nikt na to nie zwracał większej uwagi. Rynek chłonął wszystko.
Warto tu wspomnieć, że jako czytelnicy mamy szczęście żyć, i czytać tłumaczenia, w czasach, gdy na rynku wydawniczym funkcjonuje tak wielu wybitnych tłumaczy, by wymienić tylko Krzysztofa Cieślika – “Drobiazgi takie jak te” to jego dzieło – czy Agę Zano, Jacka Giszczaka, Tomasza Gałązkę, Piotra Tarczyńskiego i wielu, wielu innych. Ponadto pojawia się coraz więcej nowych tłumaczeń klasyki czy książek wartych ponownej lektury, co sprawia, że nowe tłumaczenia – nie tylko lepsze językowo – czyta się jeśli nie lepiej, to inaczej. Innymi słowy, odżywają czasy sporów o literaturę i tłumaczenia, co musi cieszyć kogoś, kto jeszcze niedawno śledził potyczki krytyków, spierających się o to, które tłumaczenie Szekspira jest właściwsze – Barańczaka czy Słomczyńskiego?
Źródło cytatu: Kanały czasoprzestrzeni. Eseje i inne pisma, John Fowles, Rebis, 2002, str. 79
Wokół książki: Drobiazgi takie jak te, Claire Keegan, Wydawnictwo Czarne, 2022, tłumaczenie Krzysztof Cieślik

Dodaj komentarz