“Książki gromadzą nieśmiertelność na potem, rozpuszczają się w nich gorzkie godziny, które były życiem”, pisze Luis Cernusa w “Oknos”, i aż chciałoby się krzyknąć z zachwytu, że lepiej nie da się tego ująć słowami, gdy nagle pojawia się wątpliwość, czy należycie odczytałem ten zakodowany przekaz, czy nieśmiertelność na potem jest aby należycie przetłumaczona, jakby nieśmiertelność wręcz należało tłumaczyć kongenialnie, bo inaczej czas ją pożre, a z książek popiół się ostanie, jeśli słowa zostaną użyte w złym szyku; inaczej rzecz ujmując, otwierający ten tekst cytat jest jedną z tysięcy możliwych definicji biblioteki, a skoro o niej mowa, wyobrażam sobie Manguela, który się z nią żegna, ale jak się żegna, tak, że opis tego pożegnania przeistacza się w osobne dzieło literackie, którego miejsce jest nigdzie indziej jak w tysiącach anonimowych bibliotek i księgozbiorów różnej proweniencji, czyli dokładnie tam, gdzie nieśmiertelność przestaje się być definicją książkową, bo sama staje się książką, którą można czytać teraz, albo potem, albo nigdy, bo taka to uroda życia wypełnionego po brzegi książkami.

Dodaj komentarz