Im dłuższe zdania piszę prozą, tym mniej czytelników mogę się spodziewać, tak niedawno usłyszałem od ludzi z branży. Jak w takim razie wytłumaczyć fenomen Jona Fossego? Bardzo prosto: to żaden fenomen, skoro książki noblisty sprzedają się w symbolicznym nakładzie jak na tak wielki, bogaty literacko i czytelniczo kraj.
Piszę to ironicznie, bo z jednej strony ponad dwadzieścia tysięcy sprzedanych egzemplarzy tytułu “Drugie imię. Septologia I-II” to ponadprzeciętnie dużo, a kraj może i czytelniczy, ale w obyczajówce, romansach, kryminałach i Young Adult. Niemniej lapidarność przekazu jest pożądana i oczekiwana: krótkie zdania dobrze się czyta, fabuła płynnie przesuwa się nam przed oczami, nie gubimy liter w słowach.
Problem w tym, że lubię długie zdania, i czytać, i pisać, teraz rozumiem, dlaczego tak bardzo spodobał mi się Proust lata temu, właśnie ze względu na płynącą, niekończącą się frazę, która nie dość, że trzymała wysoki poziom literacki, to jeszcze była przetłumaczona z młodopolskim upodobaniem Boya-Żeleńskiego, i do dziś czuję te zdania, i to one sprawiają, że szukam książek pisanych zdaniami ułożonymi piętrowo, sięgającymi pod sam dach mojej niedoskonałej wyobraźni.

Dodaj komentarz