Sądziłem, że pisanie to czynność naturalna, wynikająca ze zwyczajnej umiejętności koordynowania oczu, dłoni i tego, co w umyśle się rodzi. Jednak ta mechanistyczna koncepcja legła w gruzach, gdy okazało się, że nad jednym zdaniem siedziałem okrągły miesiąc, siedziałem fizycznie i metaforycznie, siedziałem w pocie czoła, w otoczeniu nieznośnej potencjalności zdań kruchych, które, gdy tylko je się pomyśli, dematerializują się, wchodząc w kontakt z nieubłaganą fizycznością tego świata.

Dodaj komentarz