Przeczytałem pewnego razu, naprawdę nie pamiętam gdzie, choć pewnie powinienem, że są filmy, które trzeba zobaczyć, nie ma natomiast książek, które trzeba koniecznie przeczytać. Rzecz dotyczy oczywiście nowości, i smutne to, choć logiczne.
Film to dwie, góra trzy godziny, wizualnie dopaminowy w konstrukcji, nie wymaga żadnego wcześniejszego przygotowania, w zasadzie wystarczy zmysł wzroku i ewentualnie zmysł słuchu. Czego nie da się powiedzieć o książce. Tu potrzeba tego wszystkiego, czego nie wymaga seans kinowy: ciszy, światła łagodnie oświetlającego czytany tekst, namysłu nad słowami, a obrazy same powstaną w umyśle, niepotrzebny żaden reżyser, żaden scenarzysta, żaden operator kamery, żaden kompozytor muzyki.
To, co uzupełnia tekst podczas lektury, jest w nas, tylko czeka na impuls, czeka na uruchomienie tej przepotężnej machiny wyobraźni, której nie widać, choć wiemy, że istnieje, ale dopiero wówczas, gdy oczy oderwiemy od tekstu i zorientujemy się, że żyjemy poza książką, dopiero wtedy.

Dodaj komentarz