245. Rękopisy

245. Rękopisy

Gdyby tak drukowane były tylko rękopisy, przemknęła mi niespodziewana myśl. Gdyby niegdyś przyjęto taką zasadę: wydawać można tylko książki sporządzone odręcznie, żadne tam czcionki i fonty. Ileż zyskałby każdy tytuł: niepowtarzalny styl formowania wyrazów, pismo chwilami chwiejne, niezbalansowane, zależne od nastroju pisarza, od chwil uniesienia i objawienia; pisarstwo byłoby zatem spokrewnione z garncarstwem, malarstwem i sztuką kaligrafii. Teksty literackie czytałoby się jak niegdysiejszą korespondencję listową. Nic trudnego, kwestia tradycji i przyzwyczajeń. A więc mamy Kafkę, Mickiewicza, Eco, Stasiuka, Bator, Borgesa, Tyrmanda, Hłaskę, Cervantesa i całą plejadę wielkich pisarzy, których dzieła odczytujemy poprzez ich styl pisania w dwójnasób: poprzez charakter pisma i poprzez charakter utworu literackiego. W ten sam sposób wyglądałyby tłumaczenia: odręcznie spisane, z sygnaturą osobowości tłumacza. Trudno wyobrazić sobie bliższą sercu literaturę niż tę pisaną piórem lub innym przyborem pisarskim; w każdej literze byłaby dostrzegalna jedyna w swoim rodzaju rysa charakteru pisarza, jego wahania, jego rozterki, jego zastygły w atramencie strach, jego nieudawane życie. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *