Przyglądając się osobie czytającej, czy to w pociągu, w poczekalni czy w czytelni, widzę niekiedy, jak zasypia, nagle osuwając się w niespodziewaną senność. Wyobrażam sobie wówczas, że to czytany tekst znalazł lepszy sposób na wniknięcie w osobę czytającą: przedostał się wprost do jej snu i tam łączy się bezpośrednio z przejętą wyobraźnią. W umyśle osoby tymczasowo śpiącej, a tak naprawdę nadal czytającej, dzieją się zapewne rzeczy niebywałe. Aż żal ją budzić; przed nią leży przecież tylko książka z okładką, a narracja krąży już po jej organizmie, doprowadzając słowa do najdalszych zakątków jej jestestwa. Jej świat po przebudzeniu już nigdy nie będzie taki sam jak wcześniej, nawet jeśli nigdy nie dokończy tej książki, co właśnie wypadła jej z rąk i osunęła się w zapomnienie.

Dodaj komentarz