Liczy się tylko literatura, treść, fabuła, narracja. Skoro tak, to niby czemu zaczytujemy się w biografiach pisarzy? Cóż tam znajdziemy, czego nie moglibyśmy znaleźć w ich twórczości?
W idealnym świecie utwór literacki żyje samoistnie, autor pozostaje nieznany, a czytelnik skupia się na tekście, poddaje się jego urokowi. W realnym świecie książki częstokroć kupuje się dla nazwiska autora, nie bacząc, czy to dobra książka czy nie.
Nie liczy się literatura, treść, fabuła, narracja. Ważne, kto napisał tę, a nie inną książkę, jakie recenzje do nas trafiły, do jakich nagród została nominowana. I jeszcze: kim jest autor czy autorka, z jakiego kraju pochodzi, z jakich innych książek jego czy ją znamy.
Tylko że w ten sposób nie dopuszczamy do siebie tych wszystkich książek nieznanych, zapomnianych i egzotycznych pisarzy, o których nic nie wiadomo, których książki nie są już wznawiane, leżą gdzieś przykurzone w nieistniejących antykwariatach.
Ale gdy tylko odkryjemy taką perełkę – co zdarza się mi ostatnio nader często – wtedy przypominamy sobie, że liczy się przecież sama literatura, treść, fabuła, narracja.
W nawiązaniu do: Pisane życia, Javier Marias, Sonia Draga, 2015

Dodaj komentarz