Sztuką byłoby odnajdywać w książkach coś zupełnie innego niż pozostali czytelnicy. Obawiam się jednak, że większość ma podobne odczucia w trakcie lektury. Wnioskuję na podstawie rekomendacji, komentarzy i recenzji, jakie towarzyszą co ważniejszym publikacjom i nowościom wydawniczym. Zazwyczaj można z nich wyczytać spektakularny lub umiarkowany zachwyt, ewentualnie druzgocącą dezaprobatę.
Mało kto potrafi dziś wniknąć w dany tekst bardzo głęboko; inna sprawa, taka analiza wymaga nadzwyczajnej wiedzy o literaturze. Niemniej jestem w stanie sobie wyobrazić ów zachwyt w tysiącu odmian i odcieni, a ową dezaprobatę w polifonicznym ujęciu.
Istnieje także inna możliwość: krytycy i literaturoznawcy mylą się w interpretacjach równie często jak zwykli czytelnicy. Mylą się, bo tak jak większość podążają utartymi ścieżkami, nie dając się zaskoczyć innym, choć teoretycznie możliwym interpretacjom. Zresztą może wszyscy czytelnicy się mylą, skoro nawet autorzy analizowanych tekstów nie bardzo wiedzą, co chcieli powiedzieć: tekst pisał się sam, a oni tylko asystowali w procesie twórczym, mówią niektórzy. Chyba że i oni się mylą, ale tu należałoby oddać głos krytykom, i koło się zamyka.

Dodaj komentarz