Jaki sens jest przeczytać osiemsetstronicową książkę, jeśli potem zostaje nam tylko jedno zdanie: wyrwane z kontekstu, pozbawione dodatkowych znaczeń, ale zarazem oswobodzone z iluzji, wyrwane z szyku, postawione w stan gotowości, wreszcie użyteczne, ponadjęzykowe, bliższe życiu, namacalne, przejęte na własność. Nie, to nie jest to zdanie, musiałbym do niego jeszcze dopisać osiemset stron, by zabłysło znaczeniami i zakołysało powiekami.

Dodaj komentarz