Wyznaję taką oto filozofię: jeślibym przeczytał pięć książek w całości, poznałbym tylko pięć światów wyobrażonych, natomiast jeśli czytam sześćdziesiąt książek równocześnie – co właśnie ma miejsce – i w zasadzie nigdy ich nie kończę, wówczas nieustannie przebywam w rzeczywistości równoległej, składającej się z sześćdziesięciu warstw istnienia. Przemieszczam się między tymi warstwami zwinnie, zmieniam lokalizacje, słucham się protagonistów i nie śpieszno mi do odkrycia puenty, ujawnienia tajemnicy czy odkrycia jednej z wielkich prawd. Prawdziwe życie co prawda płynie tuż obok, na szczęście nie do końca wiadomo, między którą spośród tych sześćdziesięciu warstw fikcji.

Dodaj komentarz