281. Rozmowy o książkach

281. Rozmowy o książkach

Wszystko już było, wszystko zostało spisane, nawet o akcie zapominania przeczytanych książek napisano wiele tomów, o których mało kto pamięta.

“Czytanie bowiem nie jest tylko poznawaniem i przyswajaniem, lecz – od momentu otwarcia książki – konsekwentnym i nieubłaganym zapominaniem. Już w trakcie lektury zaczynamy zapominać to, co przeczytaliśmy przed chwilą.

Nic odkrywczego, prawda. To tylko konstatacja odnośnie faktu, że nasza ludzka pamięć jest krucha, chybotliwa, niedoskonała, zapominalska. Co więc mnie zaintrygowało podczas lektury znanego szeroko w świecie eseju “Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało”? Otóż sam tytuł, który wydaje się zapowiadać tekst obrazoburczy dla każdego szanującego się humanisty. Tytuł, który jednak okazuje się zwodniczy, gdyż autor fenomenalnie broni stawianych tez i celebruje wręcz akt nieczytania książek, twierdząc chociażby, że bardziej sensownie można formułować opinie o książkach nieprzeczytanych niż tych przeczytanych. Brzmi abstrakcyjnie? Posłuchajmy więc tej eksplikacji:

“Można śmiało powiedzieć, że już w chwili, w której książka wkracza w pole naszej percepcji, przestaje nam być nieznana, a to, że nic ponadto o niej nie wiemy, wcale nam nie przeszkadza o niej rozmyślać i rozmawiać. Jeszcze przed otwarciem książki sam tytuł jest dla nas jakąś wskazówką, sam rzut oka na okładkę wystarczy, by otwarty umysł człowieka wykształconego wytworzył serię wrażeń i konotacji, które szybko przekształcają się w pierwszą opinię, tym łatwiej formułowaną, im większe jest jego obycie w kulturze.”

Teza odważna, i w pewnym sensie bliska prawdy, choć z paroma zastrzeżeniami. Autor chce nam zapewne powiedzieć, że nie musimy czytać tysięcy kolejnych książek, jeśli wcześniej przeczytaliśmy odpowiednią ich liczbę lub te właściwe, napisane jakby dla nas. Trudno jednak się z tym zgodzić, bo formułowanie sądów o książkach nieprzeczytanych jest niezwykle ryzykowne i prowadzi zwykle na manowce lub do całkowitej kompromitacji. Rozumiem i doceniam ekwilibrystykę pojęciową autora, jednak w tym wypadku zdaje mi się, że piękna teoria przegrywa kolejny raz z ponurą praktyką. To, co może brzmieć dobrze w książce, niekoniecznie można zastosować w życiu codziennym. 

Śmiem nawet przypuszczać, że wiele osób prowadzi zażarte debaty wokół tej książki, mimo że nigdy jej nie przeczytali, jedynie zasugerowali się tytułem i na jego podstawie wysnuli własne, dalekie od obiektywnej prawdy wnioski. Bowiem wybierając taki, a nie inny tytuł, Bayard zastawia na nas, czytelników i nie-czytelników, kilka sprytnych pułapek, których można uniknąć na dwa sposoby: zapoznając się uważnie z zawartością tej książki, lub rezygnując z jej lektury. Zdaniem Bayarda, wyjdzie na to samo.

Źródło cytatów: “Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?”, Pierre Bayard, PIW, 2024, przekład Magdalena Kowalska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *