Książki kupowane poza stacjonarnymi księgarniami są książkami bezdomnymi. Nie można bowiem przypisać im żadnego wspomnienia początkowego poza ulgą, że paczka dotarła nienaruszona, na czas. Błądząc wzrokiem po półkach, bez trudu odnajduję pozycje, które nabyłem w Lokatorze, De Revolutionibus Books, Pod Globusem czy w Pałacu Potockich. Pamiętam rozmowy z księgarkami i księgarzami, które przeistaczały się w dysputy o życiu, sztuce i filozofii. Pamiętam, dlaczego wybrałem tę, a nie inną książkę. Pamiętam pierwsze zanurzenie w przypadkowych na pozór zdaniach w przypadkowo na pozór wybranych tytułach. Tak się szczęśliwie składa, że istnieją nadal księgarnie, w których można poczuć się jak w gościnie, jak w domu dobrego znajomego, który lubi się pochwalić tym, co właśnie czyta, co go inspiruje; tylko on będzie wiedział, który tekst został napisany jakby z myślą o mnie.

Dodaj komentarz