Słowa nie znoszą pustki, dlatego układają się w konstelacje zwane zdaniami. Słowa są wręcz stworzone do życia grupowego, do bytności we frazach, paragrafach i rozdziałach. Nikt nie pisze książek składających się z jednego słowa, bo pierwsze słowo zawsze domaga się kolejnego. Nikt nie wydaje słowników z jednym tylko słowem, bo nawet nie wiadomo by było, które wybrać jako najważniejsze, tyle ich w nas i wokół nas. Nikt nie powtarza jednego słowa w kółko, poza mistykami i szaleńcami. Potrzebujemy tysiące słów, by wyrazić nasze emocje i potrzeby. Potrzebujemy ich w nadmiarze, żeby poprzez nieustanną selekcję dokonywać przymiarek do perfekcji: jak wyrazić to, co nas smuci i raduje, przy użyciu słów zarazem adekwatnych, doskonałych i ważkich. Miliony wyrazów odrzucamy, przysposabiamy do naszego idiolektu, a potem używamy tych, które nam pasują, a najbardziej tych, które nie znoszą pustki, wręcz domagają się towarzystwa, choćby jednego słuchacza lub czytelnika.

Dodaj komentarz