380. O poczytności

380. O poczytności

Mój zachwyt względem czytanej książki, tak samo jak moja dezaprobata, nie mają żadnego znaczenia dla jej dalszych losów. To, co będzie miało znaczenie, to jej obecność w mediach, to marketing szeptany, to jej przypadkowe odkrycie za lat piętnaście przez wielkiego pisarza, to kontrowersja w osobie autora czy jakiegoś wydarzenia z nim związanego, to rekomendacja znanego krytyka lub, coraz częściej, celebryty lub influencera. Krótko mówiąc, czynniki niemerytoryczne, przypadkowe, które z jakością i wartością tekstu nie mają zazwyczaj bezpośrednich punktów stycznych.

Czy Dorota Masłowska wydawałaby “Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną” bez udziału Pawła Dunina-Wąsowicza i Jerzego Pilcha? Czy napisałaby kolejne powieści, sztuki teatralne i znakomite felietony? Trudno stwierdzić, ale jeśli pewien rodzaju przypadku jej pomógł, tak jak pomógł każdemu innemu znanemu dziś pisarzowi na kluczowym etapie jego kariery, jest to równoznaczne z tym, że wielu obiecującym autorkom i autorom się nie poszczęściło: nie znaleźli wydawcy dla swojego debiutu, a potem albo pisali do szuflady, albo zarzucili pisanie na rzecz innych aktywności umysłowych. 

Wracając do meritum, książka, którą uznaję za wybitną, może nie znaleźć poklasku wśród innych czytelników: czy wówczas jest książką mniej wybitną, i według jakiej miary należałoby ją oceniać? Po prawdzie wszyscy mamy tylko opinie na temat naszych lektur; wrażenia, odczucia, intuicje. 

Zamykam tę kwestię taką oto konkluzją: o poczytności książki decyduje przypadek, bo ileż musiało zostać napisanych pozycji dobrych i bardzo dobrych (tylko wedle jakiej miary?), a przemknęły niezauważone. Zresztą dzieje się to także dzisiaj: bo jeśli rocznie wydawanych jest około stu debiutów prozatorskich, przynajmniej tyle jest zgłaszanych do Nagrody Gombrowicza, to o ilu z nich w ogóle słyszeliśmy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *