348. Mówienie prozą

348. Mówienie prozą

Niektórzy tak doskonale, zajmująco mówią prozą, że mogliby książki pisać, ale nie piszą. Zmarnowane talenty. Zdolni, ale leniwi.


Bo żeby ogarnąć całość, najpierw należy zebrać wszystkie niezbędne elementy, co w przypadku dajmy na to powieści sprowadza się do sporządzenia tysiąca notatek, na piśmie albo w pamięci, i do spamiętania własnoręcznie skleconej fabuły, spiętrzonej jak fale, rozgałęzionej jak podziemne korytarze, którymi podążają na pozór zabłąkani bohaterowie, z wszystkowiedzącym narratorem na czele.


Teraz, gdy już każdy element znalazł się na swoim miejscu, należy nimi wstrząsnąć, i z tego nowego układu powieściowych kart ułożyć przyczynowo-skutkowy ciąg wydarzeń, chyba że mamy zadatki na pisanie abstrakcyjne, zamotane i przez to celowo nie do ogarnięcia.


Na koniec wystarczy tylko napisać powieść, o ile to mówienie prozą nie było tylko pozą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *