Jeszcze nie tak dawno temu, ludzie listy do siebie pisali. Ileż było w tym przyjemności, która dziś wydaje się nie tyle staroświecka, co wręcz abstrakcyjna, nierzeczywista. Najpierw należało wybrać odpowiedni papier listowy, by sięgnąwszy po pióro, a w najgorszym razie po zwyczajny długopis, zacząć staranną, doskonaloną latami kaligrafią kreślić pełne empatii, tęsknoty czy miłości słowa do adresata, który na nasz list musiał czekać wiele dni, a nieraz i tygodni. Czynność na poły zapomniana, w każdym razie coraz rzadziej spotykana. Przypomniałem sobie o niej, jakżeby inaczej, podczas lektury książki w dużej mierze właśnie epistolarnej, poskładanej z wielu listów. Narrator pisze, że “korespondencja ze swej istoty jest już rodzajem utopii – pisać listy to wysyłać wiadomość w przyszłość, zwracać się z teraźniejszości do kogoś, kogo nie ma obok”. Wiadomość odroczona w czasie, z wielką niewiadomą, z brakiem natychmiastowej reakcji odbiorcy. I to oczekiwanie na odpowiedź, które wydłużało dni, skracało noce i zamieniało czas na kartki z kalendarza.
Źródło cytatu: Sztuczne oddychanie, Ricardo Piglia, Muza, 2009, str. 83

Dodaj komentarz