W dzieciństwie z wielką namiętnością i starannością przepisywałem do moich zeszytów fragmenty artykułów z gazet, niekiedy rozdziały książek. Ostatnio znalazłem zeszyt z przepisaną publikacją na temat Pink Floydów, z czasów, gdy niezależne wydawnictwa drukowały książki na powielaczach, a i tak ich zdobycie graniczyło z cudem. Nie zanotowałem wtedy, jaki to był tytuł, kto był autorem, został mi własnoręcznie napisany tekst o moim ulubionym wtedy zespole. W pierwszym odruchu pomyślałem, czy to nie ja jestem faktycznym autorem, ale dopiero po piątym, szóstym zdaniu zorientowałem się, że tekst jest zbyt gęsty, faktograficzny, to nie mogła być moja twórczość, nigdy nie pisałbym tak reportersko, obrazowo.
Idea przepisywania ma długą historię. Całe średniowiecze opierało się na tekstach wielokrotnie przepisywanych przez mnichów i innych skrybów. Jednakże przepisywane teksty w tamtych czasach prawie nigdy nie były wierną kopią oryginału. Mnisi, z różnych powodów, nieco modyfikowali te teksty, a tworzone w ten sposób kopie coraz bardziej odbiegały od oryginałów.
Czy można byłoby jednakże napisać oryginalny, nowy tekst, który zarazem byłby idealną kopią oryginału? Takie filozoficzne rozterki musiały targać Borgesem, gdy zabierał się do pracy nad opowiadaniem “Pierre Menard, autor Don Kichota”. Narrator pisze tak: “Nie pragnął ułożyć innego Don Kichota – co byłoby łatwe – lecz właśnie Don Kichota. Zbędne byłoby dodawać, że nie myślał nigdy o mechanicznym przepisaniu oryginału; nie zamierzał go skopiować. Jego ambicją, godną podziwu, było stworzenie stronic, które zbiegałyby się – słowo w słowo i zdanie po zdaniu – ze stronicami Miguela de Cervantes.” W opowiadaniu narrator analizuje jeden fragment Don Kichota, który jest napisany identycznie, zarówno przez Cervantesa, jak i Menarda, i wyciąga zupełnie odmienne wnioski, dokonuje zupełnie innej interpretacji tego samego tekstu.
Wielbimy Borgesa za takie właśnie wielowarstwowe, karkołomne konstrukty myślowe, które z wielkim wdziękiem i mistrzostwem zamieniał w krótkie opowiadania. Jakimże więc paradoksem historii, będącym jednakowoż kolejną warstwą narracyjną, dodaną już do “Pierre Menarda” po śmierci Borgesa, jest taka oto sytuacja.
Niejaki Pablo Katchadjian, argentyński pisarz, w 2009 roku nie tylko przepisał w całości jedno z najsłynniejszych opowiadań Borgesa, „Alef”, ale też poszerzył je o własny tekst. Opublikował je jako „El Aleph engordado” („Spasiony Alef”) w skromnym nakładzie, w zasadzie na użytek paru znajomych. Cała historia byłaby potraktowana jako jeden z wielu nietypowych eksperymentów literackich, gdyby nie Maria Kodama, spadkobierczyni spuścizny literackiej Borgesa, która w 2015 roku wytoczyła Katchadjianowi proces o plagiat. Proces, który napotkał niespodziewaną przeszkodę, jaką okazał się brak definicji plagiatu w prawodawstwie argentyńskim.
O całej historii można by więc napisać sążnistą książkę. Teoretycznie można nawet wyobrazić sobie sytuację, kiedy to dwóch nieznających się wzajemnie autorów publikuje w tym samym języku taką właśnie publikację, w formie biografii czy reportażu, nie różniącą się ani jednym słowem czy nawet przecinkiem.
Źródło cytatów: Historie prawdziwe i wymyślone, Jorge Louis Borges, MUZA, 1993, opowiadanie: Pierre Menard, autor Don Kichota, str. 187

Dodaj komentarz