Mało kto wie, że jedna z najsłynniejszych powieści Stanisława Lema, Powrót z gwiazd (1961), doczekała się kontynuacji. Nie, nie napisał jej Lem, nie jest to powieść, ale opowiadanie, i co najciekawsze, Lem nie wyraził na jej napisanie zgody. Jednym słowem afera. Bohaterem tego zdarzenia jest Marek Oramus, znany autor książek z nurtu SF. W 1999 roku opublikował w magazynie Nowa Fantastyka tekst Miejsce na Ziemi, po czym wysłał jeden z egzemplarzy Lemowi. Ten nie krył oburzenia. Odpowiedział listem, w którym zacytował słowa profesora Henryka Markiewicza – dalsze rozwijanie akcji ukończonej powieści (…) w istotny sposób narusza lub zmienia koncepcję artystyczną utworu pierwotnego. Trudno się dziwić oburzeniu Lema, bo Oramus, jak sam przyznaje w książce Bogowie Lema: z konieczności oprócz imion, charakteru, wyglądu głównych bohaterów musiałem użyć także realiów, scenografii i rekwizytów z Powrotu z gwiazd. Starałem się oddać nie tylko mentalność i cechy starszych o kilka lat Bregga i Eri, ale nawet język samego Lema. Jak dla mnie, Oramus przekroczył jednocześnie kilka granic (dziś podobna sprawa skończyła się niechybnie na sali sądowej). Bez zgody autora wpisał się w jego uniwersum. Jest w tej historii znacznie więcej smaczków, między innymi to, że dla Oramusa Lem był niedoścignionym autorytetem, z drugiej strony otwarcie go krytykował. Zresztą sam Lem traktował Oramusa po macoszemu, raz nawet uznał publicznie, że go nie zna. Bez wątpienia była to trudna relacja, a publikacja tego opowiadania dolała tylko oliwy do ognia.
Tekst Miejsca na Ziemi został załączony do książki Bogowie Lema. Przeczytawszy kilka stron muszę przyznać, że trudno tu odnaleźć lemowski klimat, co tylko dowodzi, że fraza Lema jest unikalna i nie do skopiowania, mimo usilnych starań Oramusa. Co więcej, drugiego zdania w opowiadaniu Lem nigdy by nie napisał w ten sposób.
Źródło cytatu: Bogowie Lema, Marek Oramus, Wyd. KURPISZ, 2007, str. 21

Dodaj komentarz