Jeśli wierzyć w słowa Trumana Capote’a – a w zasadzie czemu nie mielibyśmy mu wierzyć – zaczął on pisarską przygodę bardzo wcześnie:
“Zacząłem pisać, kiedy miałem osiem lat. To znaczy, pisać naprawdę na serio. Aż tak na serio, że nigdy nie ośmieliłem się wspomnieć o tym nikomu. Codziennie spędzałem na pisaniu całe godziny i nigdy nie pokazałem tego żadnemu nauczycielowi. “
Tak zapewne wyglądają początki wielu znanych i nieznanych pisarzy. Wewnętrzny przymus pisania, niepohamowania chęć przelania myśli na papier, przemiany ulotnego w coś materialnego, namacalnego. Niektórzy stają się z czasem pisarzami seryjnymi, piszą maszynowo, co nie musi oznaczać, że piszą słabo. Pewne jest tylko, że piszą dużo i nierówno, że zdarzają się im fragmenty zarówno wybitne, jak i żenująco banalne. Dlatego ratunkiem dla takich pisarzy jest dobry redaktor, który oszlifuje literacki diament, wyrzuci co zbędne, nawet jeśli będzie to dwie trzecie materiału. Czyli dokładnie tak, jak Max Perkins, który spośród tysięcy stron dostarczanych mu przez Thomasa Wolfe’a potrafił wyczarować magię. Gdyby nie Perkins, książki Wolfe’a prawdopodobnie przeszłyby bez echa, o ile w ogóle zostałyby opublikowane; z Perkinsem powstały arcydzieła.
Źródło cytatu: Rozmowy z Capote’em, Lawrence Grobel, Rebis, 1997, s. 57
Jeśli ktoś jeszcze nie widział “Geniusza”, gdzie Perkinsa gra Colin Firth, a Wolfe’a Jude Law, to szczerze polecam – tutaj zamieszczam zwiastun:

Dodaj komentarz