215. Dwa tysiące egzemplarzy

215. Dwa tysiące egzemplarzy

Druzgocąca jest świadomość, że nowość wydawnicza, książka, o której się tak wiele mówi, została wydana w nakładzie tysiąca, może dwóch tysięcy egzemplarzy. Założywszy, że cały nakład znajdzie nabywcę, co nie jest tak oczywiste, dochodzimy do smutnej konstatacji: ową książkę przeczyta garstka osób, znacznie mniej niż jest zapewne potencjalnie zainteresowanych czytelników.  Dwa tysiące osób w kraju o niemal trzydziestosiedmiomilionowej populacji! Zakładając, że tylko połowa społeczeństwa czyta książki, nadal mamy ponad 15 milionów osób. Zawęźmy grono czytających jeszcze bardziej: mój znajomy wydawca twierdzi, że w Polsce mamy około 4 miliony osób, które faktycznie kupują i czytają książki. A dwa tysiące spośród czterech milionów to zaledwie 0,05 procenta … a ten niewielki nakład i tak trudno sprzedać. 

Z punktu widzenia czytelnika sytuacja wygląda następująco: jeśli czytam nowość, należę do grona wybrańców, jestem przedstawicielem niezauważalnej dla socjologów mniejszości. To sprawia, że unikalna wartość każdej książki, wliczając w to non-fiction, reportaż czy biografie, oddziałuje tylko na nielicznych. To tak, jakby mecz Argentyna-Brazylia na Maracanie oglądało (kiedyś) nie 200 tysięcy widzów, ale dwa tysiące, i wszyscy by uważali, że to normalna sytuacja, zawsze tylu ludzi przychodzi na ten stadion na mecz takiego kalibru. To tak jakby Dawid Podsiadło wyprzedał w parę minut wszystkie bilety, całe dwa tysiące, na koncert na Stadionie Narodowym, i byłby przeszczęśliwy.

Chciałem tylko podkreślić, że to nie jest normalna sytuacja. Zdaję sobie sprawę, że słowo drukowane jest w odwrocie, ale żeby głośne nazwisko na scenie literackiej nie było w stanie sprzedać więcej niż dwa tysiące egzemplarzy swojej książki?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *