Publikowanie w sieciach społecznościowych to dobre ćwiczenie pisarskie, uczące pokory i definiujące na nowo moje człowieczeństwo, bo im więcej publikuję, tym mniej osób mnie czyta, im częściej karmię algorytmy, tym bardziej mnie ignorują. To doświadczenie graniczne: nic nie znaczę dla sztucznych sieci neuronowych, i paradoksalnie to cieszy, bo to znaczy, że nadal jestem człowiekiem, niezindoktrynowanym przez sztuczną inteligencję, jeszcze wolny w świecie coraz bardziej zawłaszczanym przez nieludzkość, i nie muszę się tym wszystkim przejmować; zawsze mogę wydrukować ten tekst i rozdawać go jak ulotki na ruchliwej ulicy. Poklasku może tym nie zdobędę, ale paru czytelników jak najbardziej, a już na pewno więcej niż tutaj.

Dodaj komentarz