Przeczytałem niedawno, że Marek Bieńczyk słynie między innymi z takiego powiedzenia: “dobrą fabułę zaczyna się od przesady” (1). Pomyślałem, sprawdzę to. Obróciłem się w stronę regału i niemal natychmiast zdałem sobie sprawę, że trudno mi będzie, ot tak, znaleźć dobrą fabułę wśród setek książek. Zadomowiły się bowiem u mnie głównie książki biograficzne, eseistyczne, historyczne, reportażowe. Pośród nich dużo jest też literatury pięknej, jednak i w tej domenie literackiej nie tak łatwo odnaleźć klasyczną fabułę. Wiele tytułów skrywa pod okładką esej wymieszany z klasyczną narracją, albo zbeletryzowane non-fiction, albo beletrystykę eksperymentalną. Drogą eliminacji dotarłem w końcu do kilku tytułów, w których pierwsze zdania w pewnym sensie spełniały definicję zaproponowaną przez Marka Bieńczyka. Oto trzy propozycje:
“A może wszystko zaczęło się, kiedy przecięli mnie na pół?”
Zimowla, Dominika Słowik, Znak, 2019
“W połowie minionego wieku na siglańskiej poczcie pracował listonosz Fryderyk Moitschek, który znał sekret ludzkiego życia, wiedział, ku czemu zmierzamy i co będzie po śmierci.”
Wiele demonów, Jerzy Pilch, Wielka Litera, 2013
“W niemieckim mieście skąpanym w żarłocznym włoskim świetle, które przez całe przedpołudnie próbowało rozgryźć bliźniacze wieże Frauenkirche, przeczytałam w gazecie porzuconej przez kogoś w kawiarni, że fizycy stworzyli niszę w czasie.”
Wyspa łza, Joanna Bator, Znak, 2015
Trudno orzec, ile w tych otwierających zdaniach przesady, jedno jednak wydaje się pewne: pierwsze zdania powinny działać jak magnes, jak obietnica, jak zaproszenie, a najlepiej, jeśli te trzy warunki spełnione są jednocześnie.
.
.
.
.
Cytat dotarł do mnie dzięki Michałowi Tabaczyńskiemu, który przywołuje go w tekście poświęconym Markowi Bieńczykowi. Tekst ukazał się w najnowszym wydaniu ”Czasu literatury”, nr 1 (25), wiosna 2024, str. 55.

Dodaj komentarz