Znalazłem niezbity dowód na to, że nie istnieje literatura wysoka i niska, dobra i zła, właściwa i niewłaściwa. Albowiem istnieje tylko taka, która nam się podoba lub nie, niezależnie od rekomendacji, poleceń, głosów krytycznych, wyrazów zachwytu, całej tej otoczki i ornamentacji okołopiśmienniczej. Istnieje tylko ta, która ma właściwy rytm, dopasowany do naszego nastroju, potrzeby chwili. Takim rytmem odznacza się “Białość” Jona Fossego. Nie ma tu jednego cytatu godnego przytoczenia, który oddałby klimat tego ni to opowiadania, ni to rozprawki filozoficzno-egzystencjalnej. Musiałbym przepisać tu cały tekst; musiałbym przeczytać go na głos na jednym, nieskończenie długim oddechu.
W nawiązaniu do: Białość, Jon Fosse, ArtRage, 2024, przekład Iwona Zimnicka

Dodaj komentarz