Nie da się tego w żaden sposób udowodnić, ale przeczytane lata temu książki odciskają w nas trwałe piętno, gdyby nie one, bylibyśmy innymi ludźmi niż teraz, albo inaczej, po ich przeczytaniu staliśmy się kimś innym, nawet o tym nie wiedząc, coś w nas drgnęło, wydarzyła się niezauważalna zmiana, której wtedy nie byliśmy świadomi, dopiero z biegiem lat zaczynamy sobie tę zmianę uświadamiać, i wówczas odczuwam radość, że Prousta przeczytałem w wieku lat siedemnastu, osiemnastu, a radość ta zwielokrotnia się w chwilach takich jak ta, gdy ponad trzydzieści lat później sięgam pamięcią do tamtej lektury i zdaje mi się, że znów ją czytam, ale właśnie w pamięci, jakbym siedem tomów zapamiętał po jednym czytaniu, i choć to tylko ułuda, wiem, że nie mógłbym spamiętać milionów słów, ale teraz jakbym znów je czytał, bo czuję ich rytm, ich melodyjność, ich kunszt, ich klimat, i jeszcze to boyowskie tłumaczenie, i niczym synestetyk zaczynam odczuwać ich smak, ich kolory, i to wszystko, co z sobą przyniosły, mimo że to tylko litery były, czarne litery na białym papierze.

Dodaj komentarz